Duszyczka  i  Słońce                       Neil Donald Walsh




Dawno, dawno temu Mała Duszyczka powiedziała do Boga:
   - Wiem kim jestem!
A Bóg powiedział:    - To jest cudowne!   Kim jesteś?
A Duszyczka zawołała:    - Jestem Światłością!
– Właśnie tak – uśmiechnął się Bóg  -  Jesteś Światłością.
Duszyczka była strasznie szczęśliwa, gdy dowiedziała się, czego musiały się dowiedzieć wszystkie dusze Królestwa.
- O!   - powiedziała Duszyczka. - To jest naprawdę fajne!
Ale wkrótce wiedza, kim była, wydawała się jej niewystarczająca. Duszyczka odczuwała wewnętrzny dyskomfort, teraz chciała być tym, czym jest.  Więc Duszyczka wróciła do Boga (co nie jest złym pomysłem dla wszystkich dusz, które chcą wiedzieć, kim naprawdę są) i powiedziała:   - Teraz, kiedy wiem, kim jestem, powiedz mi, czy mogę nią być?
A Bóg powiedział:     -  Mówisz, że chcesz być tym, kim już jesteś?
- Cóż, odpowiedział Duszyczka  - jedna sprawa to wiedzieć, kim jestem, a całkiem inna,  by rzeczywiście nim być.  Chcę poczuć, jak to jest być Światłem!
- Ale Ty już jesteś Światłem  – powtórzył Bóg, znowu się uśmiechając.
- Tak, ale chciałabym wiedzieć, jak to jest czuć się jak Światło!   - wykrzyknęła Duszyczka.
- Dobrze  – powiedział Bóg z uśmiechem. - Przypuszczam, że powinienem wiedzieć, że zawsze byłąś żądna przygód.
A potem Bóg kontynuował w inny sposób:   - Jest tylko jeden szczegół...
- Co to jest? -  zapytała Duszyczka.
- Widzisz, nie ma nic poza Światłem. Nie stworzyłem niczego innego od Ciebie, dlatego nie będzie Ci łatwo wiedzieć, kim jesteś, dopóki nie będzie czegoś, co nie jest Tobą.
- Hmm… - powiedziała Duszyczka, która była teraz nieco zakłopotana.
- Pomyśl o tym   -  powiedział Bóg.  - Jesteś jak świeca w słońcu. Och, jesteście tam, bez wątpienia, razem z milionem biliardów innych świec, które tworzą Słońce.  A Słońce*** nie byłoby Słońcem bez Ciebie. Nie, zostałoby Słońcem bez jednej ze swoich świec. I wcale nie byłoby to Słońce, ponieważ nie byłoby już tak jasne.  A jednak, jak poznać siebie jako Światło, kiedy jesteś wewnątrz Światła – oto jest pytanie.
- No cóż  - podskoczyła Duszyczka  - jesteś Bogiem. Pomyśl  o tym!
Bóg znów się uśmiechnął.    - Już to rozgryzłem. Ponieważ nie możesz zobaczyć siebie jako Światło, gdy jesteś wewnątrz Światła, otoczymy Cię ciemnością.
- Czym jest ciemność? - zapytała  Duszyczka.
Bóg odpowiedział:   - Tym czym nie jesteś.
- Będę się bać ciemności?  - zapytała Duszyczka.
- Tylko jeśli zdecydujesz się bać -  odpowiedział Bóg.   - W rzeczywistości nie ma się czego bać, dopóki nie zdecydujesz, że tak jest. Widzisz, my to wszystko wymyślamy. Udajemy....
- Och,  to  już czuję się lepiej - powiedziała Duszyczka.
Bóg następnie wyjaśnił, że aby cokolwiek mogło być w pełni przeżyte, musi zajść coś zupełnie odwrotnego.
- To jest największy dar - powiedział Bóg,  - ponieważ bez niego nie można wiedzieć, co jest czym. Nie możesz wiedzieć, co jest Ciepłem bez Zimna, Górą bez Dołu, Szybkością bez Powolności. Nie możesz poznać Prawa  bez Lewizmu, Tu bez Tam, Teraz bez Wtedy.   I dlatego - zakończył Bóg - kiedy jesteś otoczona ciemnością, nie potrząsaj pięścią, nie krzycz, nie przeklinaj ciemności. Po prostu pozostań Światłością w ciemności i nie gniewaj się na nią. Wtedy będziesz wiedziała, kim naprawdę jesteś  i wszyscy inni też to będą wiedzieć. Niech Twoje Światło świeci, aby wszyscy wiedzieli, jaka jesteś wyjątkowa.
- Czy uważasz, że dobrze jest pokazywać innym, że jestem wyjątkowa? - zapytała Duszyczka.
- Na pewno!  - Bóg zachichotał.  - To jest bardzo dobre! Pamiętaj jednak, że „specjalny” nie oznacza „najlepszy”. Każdy jest wyjątkowy, każdy na swój niepowtarzalny sposób! Wiele osób po prostu o tym zapomniało. Zobaczą, że bycie wyjątkowym jest dla nich dobre tylko wtedy, gdy zdadzą sobie sprawę, że dobrze jest być wyjątkowym.
- Och -  powiedziała Duszyczka, tańcząc, skacząc i śmiejąc się z radości. - Mogę być tak wyjątkowa, jak chcę!
- Tak, i możesz zacząć już teraz - powiedział Bóg, który tańczył, skakał i śmiał się razem z Duszyczką. - Jaką częścią specjalnego chcesz być?
- Jaka częścią oferty specjalnej?  - zapytał Duszyczka. - Nie rozumiem.
- No cóż - wyjaśnił Bóg, - być Światłem oznacza być wyjątkowym, a bycie wyjątkowym to mieć wiele części tego, co wyjątkowe. Szczególnie - bądź miła. Szczególnie - bądź delikatna. Szczególnie bądź kreatywna. Szczególnie bądź cierpliwa. Czy możesz wymyślić inny sposób na bycie wyjątkowym?
Duszyczka milczała przez chwilę, po czym wykrzyknęła:  - Myślę o wielu sposobach na bycie wyjątkowym. Zwłaszcza być hojnym, zwłaszcza by być przyjaciółmi. Szczególnie wczuwać  się w innych!
- TAK!  - Bóg się zgodził. - I możesz być tym wszystkim lub dowolną częścią tego wyjątkowego, czym chcesz być, w dowolnym momencie. To znaczy być Światłem.
- Wiem, kim chcę być!  - powiedziała Duszyczka z wielkim entuzjazmem. - Chcę być częścią specjalnej rzeczy zwanej „przebaczeniem”. Czy to jest szczególne wybaczać?
- O tak  – potwierdził Bóg. - To bardzo wyjątkowe.
- Dobrze -  powiedział Duszyczka. - Tym chcę być. Chcę być wyrozumiała. Chcę sprawdzić się jako wyrozumiała.
- W porządku -  powiedział Bóg, - ale jest jedna rzecz, którą musisz wiedzieć.
Duszyczka zaczęła okazywać lekkie zniecierpliwienie. Zdarza się to zawsze, gdy pojawiają się jakieś trudności.
- Co to jest?  - wykrzyknęła Duszyczka.
- Nie ma komu wybaczyć.
- Nikogo? - Duszyczka ledwo mógła uwierzyć w to, co usłyszała.
- Nikogo  - powtórzył Bóg.  - Wszystko, co stworzyłem, jest idealne. Wśród całego stworzenia nie ma ani jednej duszy mniej doskonałej od Ciebie. Rozejrzyj się!
A potem Duszyczka odkryła, że ​​zebrał się ogromny tłum. Dusze zebrane zewsząd, z całego Królestwa. Rozeszła się po nim wieść, że między Duszyczką a Bogiem miała miejsce niezwykła rozmowa i wszyscy chcieli usłyszeć, o czym rozmawiają. Patrząc na niezliczone inne zgromadzone tam dusze, Mała Duszyczka była zmuszona się zgodzić. Nie było nic mniej pięknego, mniej cudownego i doskonałego niż ona sama. Tak zdumiewające były dusze zgromadzone wokół, tak jasne było Światło, którym promieniowały, że Mała Duszyczka ledwo mogła na nie patrzeć.
- Kto więc komu wybaczy? - zapytał Bóg.
- To wcale nie jest śmieszne! -  narzekała Duszyczka. - Chciałam sprawdzić się jako Ta, która przebacza. Chciałam wiedzieć, jak się czuje ta część tego wyjątkowego.
I Duszyczka zrozumiała, co to znaczy odczuwać smutek. Ale właśnie w tym momencie z tłumu wystąpiła Przyjazna Dusza.
- Nie martw się Duszyczko - powiedziała Przyjazna Dusza, - Pomogę Ci.
- Ty?  - Mała Duszyczka rozjaśniła się. - Ale jak to zrobisz?
- Mogę Ci dać kogoś do wybaczenia!
- Możesz?
- Oczywiście!  - ćwierkała Przyjazna Dusza. - Mogę wejść w Twoje następne wcielenie i zrobić Ci coś, co będziesz musiała wybaczyć.
- Ale dlaczego? Dlaczego miałabyś to zrobić?  - zapytał Duszyczka. - Ty, która jesteś teraz w stanie absolutnej doskonałości!  Ty, której wibracje tworzą tak jasne Światło, że ledwo mogę na Ciebie patrzeć! Co może sprawić, że zechcesz obniżyć swoje wibracje do tego stopnia, że ​​Twoje jasne Światło zamieni się w gęstą ciemność? Co może sprawić, że Ty, która  jesteś tak jasna, że możesz tańczyć z gwiazdami i poruszać się po Królestwie z dowolną szybkością, jaką możesz sobie wyobrazić, wejść do mojego życia i stać się tak Ciężką, że mogłabyś robić złe rzeczy?
- Bardzo proste - powiedziała Przyjazna Dusza,  - Zrobię to, bo Cię kocham.
Duszyczka wydawała się zaskoczona tą odpowiedzią.
- Nie bądź taka zaskoczona   - powiedział Przyjazna Dusza.  - Zrobiłaś dla mnie to samo wcześniej. Zapomniałaś? Och, tańczyliśmy ze sobą wiele razy. Szybowaliśmy przez wieczność i przez wszystkie wieki. Tańczyliśmy ze sobą przez wszystkie czasy i w wielu, wielu miejscach. Nie pamiętasz? Oboje byliśmy Wszystkim. Byliśmy w górę i w dół od niego, na lewo i prawo od niego. Byliśmy tu i tam tego, teraz i wtedy tego. Byliśmy mężczyznami i kobietami, dobrymi i złymi. Oboje byliśmy ofiarą i złoczyńcą. Tak więc spotykaliśmy się, Ty i ja, wiele razy wcześniej, przynosząc sobie nawzajem dokładnie i dokładnie odwrotnie, aby wyrazić i doświadczyć tego, kim naprawdę jesteśmy. I tak - wyjaśniła nieco później Życzliwa Dusza - przyjdę do Twojego kolejnego wcielenia i tym razem będę "zła". Zrobię coś naprawdę strasznego, a wtedy możesz sprawdzić się jako Ta, która przebacza.
- Ale co zamierzasz zrobić, co jest tak straszne?  – spytała Duszyczka, już lekko zdenerwowana.
– Och, coś wymyślimy – odpowiedziała Przyjazna Dusza, mrugając.
Wtedy Przyjazna Dusza spoważniała i dodała cicho:
- Powinnaś wiedzieć o jednej rzeczy.
- Co to jest? - Mała Duszyczka chciała wiedzieć.
- Zwolnię swoje wibracje i stanę się bardzo ciężka, aby zrobić tę niezbyt przyjemną rzecz. Muszę stać się kimś zupełnie innym od siebie. A w zamian poproszę Cię tylko o jeden dobry uczynek.
- Och, cokolwiek, cokolwiek! - zawołała Duszyczka i zaczęła tańczyć i śpiewać. - Będę przebaczała, będę przebaczała!
Wtedy Mała Duszyczka zobaczyła, że ​​Przyjazna Dusza wciąż jest bardzo spokojna.
- Co to jest?  - zapytała Duszyczka. - Co mogę dla Ciebie zrobić? Jesteś aniołem życzliwości, jeśli zrobisz to dla mnie!
- Oczywiście, ta przyjazna dusza jest aniołem!  - Bóg interweniował. - Każdy jest aniołem! Zawsze pamiętaj: nie posyłam Ci nikogo oprócz aniołów.
A potem Duszyczka jeszcze bardziej zapragnęła zrobić prezent zwrotny Przyjaznej Duszy i ponownie zapytała:
- Co mogę dla Ciebie zrobić?
- W momencie, gdy Cię torturuję i biję, w chwili, gdy robię Ci najgorszą rzecz, jaką możesz sobie wyobrazić, w tej właśnie chwili…
- Co?  -  powiedziała Duszyczka. - Co?
Przyjazna Dusza  stała się jeszcze cichsza i spokojniejsza:
- Wtedy pamiętaj, kim naprawdę jestem.
- Och, zapamiętam! Obiecuję!  - wykrzyknęła Duszyczka. - Zawsze będę pamiętać, jak Cię tu widziałam, w tej chwili!
- Dobrze  - powiedziała Przyjazna Dusza, - ponieważ widzisz, będę udawać tak mocno złą, że zapomnę się. A jeśli nie zapamiętasz, kim naprawdę jestem, to nie będę tego pamiętała  bardzo, bardzo długo. A jeśli zapomnę Kim Jestem, możesz zapomnieć Kim Ty Jesteś i oboje będziemy zgubieni. Wtedy będziemy potrzebować kolejnej duszy, która przypomni nam obojgu Kim Jesteśmy.
- Nie, nie, nie zapomnimy – obiecała Duszyczka ponownie. - Zapamiętam Cię!  I będę Ci wdzięczna za ten prezent – ​​szansę sprawdzenia, Kim Jestem.
Tak więc osiągnięto porozumienie. I Mała Duszyczka przeszła w nowe wcielenie, aby stać się częścią wyjątkowego, którego imię to „Przebaczenie”. I Duszyczka z niecierpliwością czekała na okazję, by sprawdzić się jako Wybaczająca i podziękować każdej innej duszy, która to umożliwiła. I w każdym momencie tego nowego wcielenia, ilekroć na scenie pojawia się nowa dusza, cokolwiek ta nowa dusza przynosi, radość lub smutek, a zwłaszcza jeśli przynosi smutek, Mała Duszyczka myśli o tym, co powiedział Bóg:
       - Zawsze pamiętaj, nie posyłam Ci nikogo prócz aniołów.
               
               






 
"Świadomość wewnątrz  Ciebie jest tą samą  świadomością...............  we wszystkich istotach."
  To Twoje czyste LUstro.        Co chcesz w nim pokazać     i  zobaczyć? 
  Możesz   wszystko........  Ale  nie  musisz.....               tcg4.org/du.html     ---Podaj dalej! 


  Proszę o przesłanie tego SMS-em znajomym,   ewentualnie tylko link.           Dziękuję   
 
                 𝓡𝓸𝓷𝓲
.




             
                        Agata Neblo - moja rozmowa z Tomaszem   czyli   "Drzwi do zenu dla zwykłych Ludzi"     (prezent w środku!) 

                
polskie antycośtam  (wyssane z mlekiem Matki)            tako rzecze Lechian.........            Q-Anon ???
       
          'religijna' nienawiść żydów do...     międzynarodowe odszkodowania dla każdego!          Wielki Parchlin! 🤣      
        
          Wolni Ludzie   (poradnik dla rozgarniętych)           idea braterskiej Polski               Księga  EST
                       
   [ .......  z wziętego kredytu jako konsument płacisz  90%-we podatki.    Nie dość, że musisz za niego
                 zapłacić odsetki  ---  od tej sumy podatków również  ---  to jeszcze na koniec masz tylko coś,
                 co jest warte 10% kredytu.  Te pawiany cwane som!   🤣🤣🤣🤣🤣🤣                            ]
 
 
   

 ***        
Tak. Jedność jest. Miałem poważny bezdech senny, który nie był leczony, co mogło odegrać ogromną rolę w tym, jak wyskoczyłem z ciała, nie wiem, ale oto historia, długa, którą opisałem wiele lat temu, dekady temu. Dziś niekoniecznie uważam, że to, co widziałem, było „Bogiem”, dziś to, czym to dla mnie jest, jest tym, kim wszyscy naprawdę jesteśmy. Przypisałem temu doświadczeniu aspekt duchowy, ponieważ tak je odebrałem. Nie zaprzeczam temu, co myślałem, że to było w tamtym czasie, ale jednocześnie nie ma powodu, by przypisywać takie etykietki, jest tym, czym jest, tym, kim jesteśmy, nie ma potrzeby łączyć Boga z religią, co oczywiście to trzyliterowe słowo mocno robi, ale to jest słowo, którego użyłem. Nie ma znaczenia, jaką etykietkę mu przykleisz, tak naprawdę lepiej nie przyklejać etykietki poza być może zrozumieniem, że jest to ostateczne ja jako całość, coś, czego wszyscy jesteśmy częścią. Oto historia: Pewnego ciepłego popołudnia w 1996 roku wziąłem krótką drzemkę. Obudziłem się w nim i zobaczyłem, że stoję w obecności ogromnego słońca lub kuli światła, szybko rozumiejąc, że to słońce to czysta świadomość. Chociaż jego powierzchnia była jedynie wirującym światłem i nie miała twarzy, wydawało się, jakby uśmiechało się do mnie i żywiło do mnie jedynie miłość. Czułem jego myśli jako jedność z moimi i czułem, jak wnika głęboko w moją świadomość, wiedząc o mnie wszystko naraz. Stojąc w jego obecności, ogarnęło mnie głębokie poczucie zachwytu, a jednocześnie byłem zaskoczony, że jestem tak w pełni świadomy w tej pustej, ale wypełnionej światłem próżni. Nie istniało dla mnie nic poza mną i tym jasnym, niebieskawo-białym słońcem, uśmiechającym się do mnie swoją świadomością. Nie przypominało żadnego innego miejsca na Ziemi, a jednak było tak realne, jak rzeczywistość na jawie. Właściwie było bardziej realne; byłem nadświadomy. Nagle uświadomiłem sobie, że to słońce to Bóg! Byłem tak przytłoczony i zaskoczony, że Bóg jest prawdziwy, że w duchu westchnąłem i krzyknąłem: „Jesteś prawdziwy!”. Zawsze żywiłem głęboką nieufność do religii. Lata przed tym doświadczeniem, z wielu pozornie uzasadnionych powodów, uznałem, że religia i Bóg są jedynie wytworem ludzkiego umysłu, a jednak stałem w obecności tego, co bez wątpienia wiedziałem, że jest Bogiem. To, co wcześniej uważałem za prawdę o wszechświecie, legło w gruzach, a ja stałem oszołomiony, po tym, jak mój świat tak szybko się odmienił. Byłem szczęśliwy, ponieważ zawsze miałem nadzieję, że Bóg istnieje i że istnieje przyszłość poza tym, co fizyczne. Stojąc w jego obecności, postrzegałem siebie jako czystą świadomość bez ciała. To słońce świadomości całkowicie połączyło się ze mną, widząc wszystko we mnie. Widział wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem (i czego nie zrobiłem), zarówno dobre, jak i złe, a jednak nie czułem ani nie czułem, że ta Istota osądza mnie lub moją przeszłość. Nie było żadnego serialowego czy filmowego przeglądu mojego życia, tylko nagła i pełna wiedza o wszystkim, co kiedykolwiek zrobiłem, pomyślałem i doświadczyłem.Ponieważ to słońce świadomości/Bóg wpatrywało się we mnie tak głęboko i w pełni, czułem się całkowicie nagi, bardziej nagi niż gdybym stał bez ubrania przed milionem ludzi. Ta Istota zdawała się być świadomością wszystkich, których znałem, a także milionów innych. Wydawała się być każdym, ale – choć mogłoby się to wydawać niewiarygodne – przede wszystkim zdawała się być mną. Choć nie miałem świadomości posiadania ciała, to uczucie nagości było dla mnie nie do zniesienia. Zanim zdążyłem pomyśleć o tym, co robię, zacząłem oddalać się od tej Istoty tak szybko, jak tylko mogłem. Nie chodziło o to, że się bałem, ani o to, że chciałem uciec od tego cudownego słońca światła, była to raczej automatyczna reakcja na poczucie się bardziej nagim, niż myślałem, że nagość może być. Oddalając się od tej Istoty, poczułem, że przebijam się przez jakąś barierę w ciemność wypełnioną cudownymi gwiazdami; przestrzeń. Kontynuując poruszanie się naprzód z ogromną prędkością przez pola gwiezdne, wkrótce poczułem, że zwalniam, jakbym napotkał kolejną barierę lub membranę. Wydawało się, że lekko się rozciąga, a potem przebiłem się przez nią w kolejną czarną przestrzeń wypełnioną gwiazdami. Pędziłem coraz szybciej, ale niezależnie od pokonanego dystansu, nigdy nie byłem dalej od słońca świadomości. Szybko przemierzyłem kilka przestrzeni wypełnionych gwiazdami, co najmniej sześć z nich poza wielką sferą światła, każdą oddzieloną od siebie barierami, które z łatwością przenikałem. Z każdą warstwą moja prędkość rosła, ale świadomość wciąż była ze mną. Wciąż była głęboko w mojej własnej świadomości. Nagle spadłem przez sufit mojej sypialni, uderzyłem się w ciało z szarpnięciem i natychmiast się obudziłem. Szarpnięcie było tak silne, że moje łóżko fizycznie podskoczyło, gdy moje ciało gwałtownie się obudziło w odpowiedzi na nagłe zatrzymanie. Otworzyłem oczy i natychmiast powiedziałem niskim, mocnym głosem: „Jestem taki wielki, jaki jestem”. Powiedziałem to niemal mimowolnie; słowa wypłynęły mi z ust, nawet nie zastanawiając się nad tym, co i dlaczego to mówię. Wiedziałem też, co to znaczyło: że byłem tą samą świadomością, od której próbowałem uciec! Choćbym nie wiem jak się starał oddalić od tego Słońca Świadomości, nigdy nie mogłem oddalić się od niego ani o ułamek cala, bez względu na to, jak daleko i szybko podróżowałem. Nawet po przebudzeniu wciąż było ze mną. Do dziś czuję i czuję jego obecność. Wierzę, że to Słońce/Inteligencja/Bóg nie było pojedynczą Istotą, lecz centrum wszystkich istot, że to ja, ty i być może wszystkie świadome istoty. Z tego doświadczenia myślę, że gdzieś w centrum każdego z nas jest iskra tego samego światła i bez niej nie mielibyśmy świadomości, a być może bez nas ona też by nie istniała. Odlatując od tej istoty, miałem wrażenie, że podróżuję przez kilka warstw w obrębie sfery,ale przebijałem się przez warstwy jak warstwy cebuli, a między każdą warstwą była przestrzeń wypełniona gwiazdami. Nie potrafię dokładnie powiedzieć, czy podróżowałem od wewnątrz na zewnątrz, czy od zewnątrz do wewnątrz, ale kiedy przez nie przechodziłem, miałem wrażenie, że im dalej od sfery światła, tym stawałem się mniejszy i tym bardziej podzielony. Wracając, czułem się nie tylko tak, jakbym podróżował przez sfery w sferach, ale także tak, jakbym podróżował ze szczytu piramidy w dół, szczytu wszechwidzącego oka wszechobecnej świadomości, bloków pod wszystkimi jednostkami, które tworzą całość. Próbując się oddalić, mogłem zarówno widzieć, jak i czuć, jak dzielę się na coraz bardziej zróżnicowane kopie samego siebie, każda rozgałęziająca się na wiele innych gałęzi jaźni, które również rozdzielają się na swoje własne gałęzie, dzieląc się i dzieląc na coraz większe liczby. Dzięki temu doświadczeniu zacząłem postrzegać wszystkich wokół siebie jako siebie. Jednocześnie widzę to równie prawdziwie z perspektywy wszystkich innych – że ja też jestem nimi. Oni również potrafią rozglądać się i dostrzegać jedynie inne części siebie, inne ja doświadczające życia z innego punktu widzenia, oddzielone fizycznymi ciałami i światem, indywidualnymi umysłami i wolą, ale w rzeczywistości stanowią jedność w głębi duszy. Te uczucia i myśli były we mnie tak silne, że miałem problem z nazywaniem innych ludzi w pracy czymkolwiek innym niż „ja”. Miałem tendencję do myślenia o innych jako o kolejnej części siebie. Tak jak myślę o moich dłoniach jako o części mnie, czasami zwracałem się do innych „ja”, zamiast używać imienia danej osoby. Na przykład zamiast powiedzieć: „Zakończył pracę nad tym projektem”, wychodziło: „Zakończyłem pracę nad tym projektem”. Musiałem na nowo nauczyć się nazywać innych odrębnie od siebie. Po czterech latach nadal myślę o innych jak o sobie, ale teraz mogę przestać to werbalizować.Że ja też jestem nimi. Oni również mogą rozglądać się i widzieć tylko inne części siebie, inne ja doświadczające życia z innego punktu widzenia, oddzielone fizycznymi ciałami i światem, indywidualnymi umysłami i wolą, ale w rzeczywistości są jednością w głębi duszy. Te uczucia i myśli były we mnie tak silne, że miałem problem z nazywaniem innych ludzi w pracy czymkolwiek innym niż „ja”. Miałem tendencję do myślenia o innych jako o kolejnej części siebie. Tak jak myślę o moich dłoniach jako o części mnie, czasami zwracałem się do innych „ja”, zamiast używać imienia osoby. Na przykład zamiast powiedzieć: „Skończył pracę nad tym projektem”, wychodziło: „Skończyłem pracę nad tym projektem”. Musiałem na nowo nauczyć się nazywać innych oddzielonymi od siebie. Po czterech latach nadal myślę o innych jak o sobie, ale teraz mogę przestać to werbalizować.Że ja też jestem nimi. Oni również mogą rozglądać się i widzieć tylko inne części siebie, inne ja doświadczające życia z innego punktu widzenia, oddzielone fizycznymi ciałami i światem, indywidualnymi umysłami i wolą, ale w rzeczywistości są jednością w głębi duszy. Te uczucia i myśli były we mnie tak silne, że miałem problem z nazywaniem innych ludzi w pracy czymkolwiek innym niż „ja”. Miałem tendencję do myślenia o innych jako o kolejnej części siebie. Tak jak myślę o moich dłoniach jako o części mnie, czasami zwracałem się do innych „ja”, zamiast używać imienia osoby. Na przykład zamiast powiedzieć: „Skończył pracę nad tym projektem”, wychodziło: „Skończyłem pracę nad tym projektem”. Musiałem na nowo nauczyć się nazywać innych oddzielonymi od siebie. Po czterech latach nadal myślę o innych jak o sobie, ale teraz mogę przestać to werbalizować.